Katecheza Biblijna

 

Katecheza biblijna odbywa się raz w miesiącu (w drugi czwartek miesiąca) o godz. 19.30 w salce kominkowej Domu Katechetycznego. Trwa 45 minut. Jej uczestnicy nie stanowią pod względem formalnym żadnej wspólnoty parafialnej, gdyż spotkania mają charakter wykładu otwartego. Dlatego mile są widziani wszyscy ci, którzy chcą lepiej poznać orędzie Pisma Świętego. Analizujemy Ewangelię według św. Mateusza, przyglądając się znaczeniu poszczególnych jej fragmentów po kolei (nie omijając także trudnych perykop). Św. Hieronim powiedział, że „nieznajomość Pisma jest nieznajomością Chrystusa”. Spotykamy się zatem w ramach katechezy biblijnej, aby lepiej poznać naszego Pana oraz Jego nauczanie.

ks. Wojciech Kardyś

 


Katecheza biblijna (8 marca 2018 r.)

Przedmiotem naszej refleksji były ostatnie chwile z życia Jezusa, a więc najpierw bolesne drwiny ze strony przechodzących w pobliżu Golgoty lub stojących przy niej ludzi (Mt 27,38-44). Złośliwcy, przeklinając i potrząsając głowami (= gest pogardy), odnosili się do trzech zarzutów, jakie stawiano Jezusowi i tak jak kiedyś szatan kusili Go:

1)      Zapowiadał On, że jest w stanie zburzoną świątynię odbudować w ciągu trzech dni (adwersarze wzięli Go za „terrorystę”, a On mówił o swoim ciele, które zburzone, czyli zmasakrowane i martwe, zostanie odnowione przez zmartwychwstanie po trzech dniach od śmierci).

2)      Mówił, że jest Synem Bożym – powinien być w stanie uratować Siebie przed śmiercią.

3)      Mówił, że jest królem Izraela – nie powinien umierać jak pospolity zbrodniarz.

Ludzie odrzucili Jezusa, natomiast „solidaryzował się” z Nim świat natury. Dzieło Stwórcy zamanifestowało nadzwyczajność wydarzeń poprzez mrok (którego naturalnej przyczyny nie znamy), jaki ogarnął ziemię na trzy godziny (od godz. 6.00 do 9.00, czyli według naszej rachuby od godz. 12.00 do 15.00).

Ostatnie słowa Jezusa zostały przez słuchaczy źle zrozumiane, przynajmniej z dwóch powodów:

1)      Zdanie „Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił?” to nie wyraz beznadziei czy pretensji do Ojca, a jedynie wymowny, ale tylko tytuł całego Psalmu 22, którego zakończenie ma wybitnie ufnościowy charakter.

2)      Przywołane przez ewangelistę słowa hebrajskie („Eli, Eli, lema sabachthani?” odebrano jako wołanie skierowane do Eliasza („Eli” – „Boże mój” przypomina imię proroka – „Elijahu”), którego Żydzi przywoływali w sytuacjach wyjątkowo trudnych i dramatycznych.

Po śmierć Jezusa (Mt 27,45-54) nastąpiło trzęsienie ziemi, wskutek którego rozdarła się „zasłona przybytku”, a więc kotara, jaka w centralnym budynku świątyni oddzielała Miejsce Święte (dostępne tylko dla kapłanów) od Miejsca Najświętszego” (dostępnego tylko arcykapłanowi i to raz w roku). W ten sposób przestały obowiązywać kultyczne przepisy Starego Przymierza. Odtąd, dzięki śmierci Jezusa, ofiary starotestamentalne i Prawo Mojżeszowe nie będą miały znaczenia w kwestii dostępu do Boga. Owocami śmierci Mesjasza okazało się również powstanie z grobów zmarłych oraz wiara setnika i jego ludzi. Na koniec (Mt 27,55-56) ewangelista wymienia kobiety, które szły za Jezusem aż z Galilei i pozostały do końca Mu wierne.


Katecheza 8 lutego 2018 r.

Przedmiotem naszych rozważań były wydarzenia związane z męką Chrystusa. Żołnierze rzymscy (pochodzący najprawdopodobniej z sąsiednich względem Izraela krajów) wyszydzili królewską godność Jezusa (Mt 27,27-31). Przebrali Go za króla, wkładając nań żołnierski płaszcz legionistów (parodiujący królewskie szaty), na głowę włożyli cierniową koronę (nawiązującą do korony monarchy), a w dłoni umieścili berło z trzciny. Korona sprawiała Zbawicielowi ogromny ból, gdyż kolce cierni wbijały się w głowę. Do cierpień fizycznych doszły też udręki natury psychicznej, gdyż żołnierze dokuczali Jezusowi, szydząc z Niego, plując i parodiując scenę z dworu królewskiego.

Kolejny fragment rozpoczyna się od opisu drogi Jezusa ku Golgocie (Mt 27,32-38). Krzyż, jaki musiał On nieść (albo sama belka poprzeczna, czyli patibulum), był na tyle ciężki, że trzeba było pomocy przypadkowo napotkanego człowieka, Szymona pochodzącego z Cyreny (tereny dzisiejszej Libii). Zgodnie z rzymskimi zwyczajami, Skazańca prowadziło kilku żołnierzy z setnikiem na czele. Miejscem kaźni było wzgórze zwane Golgotą (od hebr. gulgolet = czaszka). Nazwa wywodzi się albo od kształtu wzniesienia przypominającego ludzką czaszkę (lub łysą głowę człowieka, stąd od łac. calvus = łysy nazywamy wzgórze Kalwarią), albo od faktu, że pod pagórkiem chowano zmarłych (niektórzy sądzą, że to tam pochowano Adama). Skazańca rozebrano, zabrano Jego szaty, próbowano napoić gorzkim winem (aby zgasić pragnienie lub odurzyć) i przybito do krzyża. Nad głową umieszczono napis (tzw. titulus) zawierający zapis winy. Od pierwszych jego słów w wersji łacińskiej  „Jezus Nazarejczyk, Król Żydowski” (Iesus Nazarenus Rex Iudaeroum) pochodzi znany nam skrót INRI.


Katecheza biblijna 14 września 2017

Analizowany podczas katechezy tekst rozpoczął się od wzmianki ewangelisty o zdradzie Judasza (Mt 26,14-16). Ów uczeń, jeden z Dwunastu, dobrowolnie udał się do arcykapłanów, proponując wydanie im swego Mistrza i oczekując za to jakiejś zapłaty. Wyznaczono mu sumę 30 srebrników, czyli srebrnych monet. Nie wiemy jednak, w jakiej walucie. Jeśli był to rzymski denar, zdrajca mógł liczyć na miesięczną pensje należną niewykwalifikowanemu robotnikowi. Mogły to być również greckie drachmy lub żydowskie szekle. Suma ta przywołuje kwotę potrzebną na wykup niewolnika (mowa o niej w Księdze Wyjścia) oraz zapłatę udzieloną odrzuconemu Pasterzowi – samemu Bogu (wzmiankowaną w Księdze Zachariasza). Podczas wieczerzy Jezus zapowiedział, że jeden z Jego uczniów Go zdradzi (por. Mt 26,20-25). Zdziwieni towarzysze posiłku zastanawiali się, o kim mowa. Dopiero Judaszowi Pan wyznał, że zdrajcą będzie on. „Czyżbym ja, Rabbi?” – zapytywał wcześniej zdrajca. Mistrz dał mu być może ostatnią okazję i szansę na opamiętanie i nawrócenie, ale on z niej nie skorzystał, udając, że nie o niego chodzi.

Wspomniana wyżej wieczerza to uczta paschalna. Przygotowanie do tego największego żydowskiego święta opisane jest w Mt 26,17-19. Najpierw należało się zatroszczyć o odpowiednią salę i o przygotowanie kolacji (nazywanej w skrócie „Paschą”). To było zadanie uczniów, którzy tworzyli duchową rodzinę ze swym Nauczycielem (normalnie ten uroczysty posiłek przeżywano w gronie rodzinnym). Jezus zmienia nie tylko „reguły” odwiecznego świętowania, ale również spożywany podczas niego pokarm. Odtąd będzie nim chleb i wino, które cudownie przemieni On w swoje Ciało i Krew. Ale o ustanowieniu Eucharystii mowa będzie podczas kolejnej katechezy.

 


 

Katecheza biblijna 8 czerwca 2017 r.

Dokonaliśmy omówienie fragmentu rozpoczynającego narrację na temat męki i śmierci Jezusa. Na jej początku znalazła się ostatnia (czwarta już w podobnej formie) zapowiedź losu Zbawiciela (Mt 26,1-2), następnie opis zebrania arcykapłanów (Kajfasza i Annasza) oraz starszych ludu co do potajemnego pojmania „wichrzyciela” (Mt 26,3-5). Planowali to uczynić przed świętem Paschy, aby z jednej strony nie narazić się tłumom (a te, jak dotąd, darzyły Jezusa przychylnością), a po drugie, balii się, by po uroczystościach Chrystus nie opuścił miasta i nie wymknął się im. W niecnym planie pomóc miał im Judasz Iskariota, jeden z dwunastu apostołów Mistrza, który zaproponował liderom Izraela swoją pomoc (Mt 26,14-16). Oczywiście zażądał za nią zapłaty. Zaoferowano mu sumę trzydziestu srebrników, czyli srebrnych monet. Nie wiemy, w jakiej walucie wypłacono zdrajcy pieniądze. Jeśli były to denary, wówczas otrzymałby zapłatę o równowartości miesięcznej pracy robotnika. Być może dostał sykle, byłoby to nawiązanie do Starego Testamentu, w którym czytamy, że trzydzieści srebrnych syklów stanowiło cenę za niewolnika (por. Wj 21,32). Jezus zostałby potraktowany jak niewolnik! Zauważamy również związek z sumą trzystu denarów, na jaką wyceniono olejek, który przyniosła ze sobą kobieta w Betanii - w wersji paralelnej do Mateuszowego opowiadania. Owa niewiasta podeszła do Zbawiciela podczas uczty u Szymona Trędowatego (Mt 26,6-13). Wylała ona na Jego głowę drogocenny olejek, wzbudzając tym dezaprobatę uczniów, którzy oskarżyli ją o marnotrawstwo. Pan stanął w obronie kobiety, gdyż jej czyn stanowił z jednej strony zapowiedź Jego śmierci i pochówku (w Izraelu namaszczano ciała zmarłych, a Jezusowego nie namszczono ze względu na pośpiech związany z rozpoczynającą się Paschą), z drugiej zaś był nawiązaniem do namaszczania Bożych wybrańców (np. królów, byłoby to zatem uznanie Chrystusa jako Króla narodu wybranego).

 

 


 

Katecheza biblijna 22 lutego 2017

W dalszej części Mowy eschatologicznej Jezusa zapoznajemy się z kolejnymi znakami zapowiadającymi koniec świata (por. Mt 24,15-35). Zapowiedzi zburzenia świątyni przeplatają się z zapowiedziami sądu ostatecznego. Pojawić się ma „ohyda spustoszenia” (jest to nawiązanie do Księgi Daniela, w której w ten sposób nazwano posąg Zeusa, jaki stanął w II wieku przed Chr. w świątyni jerozolimskiej). Następnie nastąpi ucisk. Zbawiciel daje rady ludziom, aby uciekali wówczas w góry i nie wracali do domów oraz współczuje matkom małych dzieci i kobietom w ciąży. Dzięki miłosierdziu Bożemu czas prześladowań zostanie skrócony. Ponownemu przyjściu Mesjasza towarzyszyć mają zwodziciele rzekomo Go zapowiadający, ale nie należy ich słuchać. Jego pojawianie się na świecie będzie jawne i widoczne przez wszystkich, podobne do błyskawicy rozświetlającej całe niebo. Na niebie właśnie pojawi się Syn Człowieczy przybywający jako Sędzia. W ten sposób wypełni się proroctwo zapisane w Księdze Daniela (w rozdz. 7). Ludzie mają prawo i nawet obowiązek odczytywać znaki czasu, dzięki którym mogą zdobyć wiedzę na temat zbliżającego się końca świata. Powinni postępować jak Żydzi obserwujący drzewo figowe i po pojawiających się na nim liściach wnioskować o zbliżaniu się pory lata. Pociechą w tych trudnych Jezusowych zapowiedziach jest zdanie: „Niebo i ziemia przeminą, ale moje słowa nie przeminą”.


 

Katecheza biblijna (8 grudnia 2016)

Jezus zwraca się dwukrotnym zawołaniem do Jeruzalem (Mt 23,37-39), a więc de facto do jej mieszkańców albo, szerzej, do wszystkich Izraelitów. Wypowiada słowa zarzutu, że Jego rodacy zabijali i kamienowali proroków, czyli Bożych posłańców. Śmiercią męczeńską zginęli m.in. Izajasz, Jeremiasz i Jan Chrzciciel. Wypowiadając się w imieniu Boga, stwierdza, że wielokrotnie chciał przygarnąć Izraelitów („jak ptak swe pisklęta”), ale oni nie chcieli. Czeka ich za to kara: ich dom (świątynia) pozostanie pusty, tzn. chwała Boża opuści świątynie, a naród wybrany ujrzy Mesjasza dopiero wtedy, gdy Ten przybędzie u kresu dziejów.

Jezus dosłownie i symbolicznie opuścił świątynie  (Mt 24,1n) i udał się w kierunku Góry Oliwnej. Uczniowie próbowali zwrócić Jego uwagę na piękno budowli, ale On zapowiedział im, że zostanie ona całkowicie zniszczona. Zapytali Go o czas (zburzenia świątyni) oraz o czas Jego ponownego przyjścia (a więc Paruzji) i końca świata. Świątynia została zburzona przez Rzymian w 70 r. po Chr., a w kwestii końca świata chrześcijanie mają  odczytywać znaki poprzedzające jego nadejście:

  1. Pojawi się wielu zwodzicieli powołujących się na Mesjasza i fałszywych proroków.
  2. Będą miały miejsce wojny i konflikty między narodami i państwami.
  3. Głód i zaraza będą dziesiątkować ludzi.
  4. Wystąpią trzęsienia ziemi.
  5. Wyznawcy Chrystusa będą prześladowani, a wielu z nich upadnie.
  6. „Ostygnie miłość wielu” chrześcijan.
  7. Ewangelia będzie głoszona po całej ziemi.

Obok zatrważających zapowiedzi końca świata Jezus pozostawia jednak pociechę: „Kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony”.

 


 

 

Katecheza biblijna (20 października 2016)

Cały rozdział 23 Ewangelii według św. Mateusza to wielka mowa skierowana przeciwko faryzeuszom i uczonym w Piśmie. Jezus kieruje ją do tłumów (które – dotąd ukazywane przychylnie lub neutralnie – teraz nabierają znaczenia negatywnego, wrogiego względem Mesjasza) oraz do uczniów (przyszłych przywódców nowego ludu). Faryzeusze i uczeni w Piśmie to grupy wzajemnie się przenikające, choć ich początki były odrębne. Zasiedli oni na „katedrze Mojżesza”. Dosłownie ujmując, było to ozdobne krzesło umieszczone w synagodze, a metaforycznie – znak władzy nauczania. Jezus zachęca swych słuchaczy, by byli posłuszni pouczeniom swych przywódców, ale ich czynów nie naśladowali. Licznymi dodatkowymi przykazaniami, nakazami, zakazami, przepisami (które nie wynikały z Prawa Mojżeszowego spisanego, lecz z tzw. Tory ustnej, czyli tradycji ojców) obciążali oni swych rodaków, w ogóle nie pomagając im tych ciężarów nieść. Wszystko co czynią, robią na pokaz. Wydłużają swoje filakterie (czyli specjalne szkatułki przymocowywane do czoła i do ręki, z tekstami Prawa w środku, na bazie nakazu z Pwt 6) i frędzle (według Lb był to znak Bożych przykazań), ale tylko po to, aby zyskać poklask u ludzi i opinię wielce pobożnych Żydów. Tak postrzegani chętnie zajmowali uprzywilejowane miejsca w synagogach i na ucztach oraz przyjmowali długie, wylewne pozdrowienia. Byli zadowoleni, gdy tytułowano ich per „Rabbi” („Mój nauczycielu”, „Mój wielki”), co potęgowało ich pychę. Przed takimi godnościami Chrystus przestrzega uczniów. Nie chce, by kazali siebie nazywać „Rabbi”, „Ojcze”, „Nauczycielu”, gdyż te tytuły należą się Jemu samego lub Bogu Ojcu. Tymczasem oni, mimo różnych zadań i stanów, mają być równi co do godności. Podstawą takiego ich statusu jest wspólnota braterstwa, jaka winna kształtować ich życie społeczne. Powinni też pamiętać, że pokornego Bóg wywyższy, a pyszałka poniży.

Kolejny fragment (rozpoczynający od w. 13) to siedmiokrotne (a więc pełne w istocie) skarcenie faryzeuszy i uczonych w Piśmie poprzez wypowiedzenie słowa groźby „Biada”. Pierwsze „Biada” dotyczy ich funkcji nauczycielskiej. Przybliżając ludziom Torę i ucząc ich zasad religijności, tak naprawdę nie pomagają im w dojściu do królestwa niebieskiego, lecz wręcz utrudniają im to. Sami też nie wchodzą do nieba. Pozostałym „biada” przyjrzymy się na kolejnej katechezie.

 

 


 

Katecheza biblijna 8 września 2016

W perykopie zatytułowanej „Sprawa podatku” (Mt 22,15-22) czytamy o narastającej wrogości faryzeuszy względem Jezusa. Naradzali się, jak „Go pochwycić w mowie”, dosł. „zastawić na Niego pułapkę”. Ich uczniowie (wraz ze zwolennikami Heroda) zadali Chrystusowi podstępne pytanie: „Czy wolno płacić podatek cezarowi, czy nie?” Na denarze (monecie rzymskiej, stanowiącej równowartość jednego dnia pracy robotnika) było napisane imię imperatora oraz znajdował się jego wizerunek. Jezus powołał się na to, odpowiadając: „Oddajcie więc cezarowi, co należy do cezara, a Bogu to, co należy do Boga”. Do cezara należy moneta, a co należy do Boga i co trzeba Bogu oddać? Być może mamy tu nawiązanie do wspomnianego wizerunku cezara, a przecież także i on, jak każdy człowiek, został stworzony na obraz i podobieństwo Boże.

Kolejni przeciwnicy Jezusa (saduceusze) próbowali złapać Go na innej trudnej kwestii (por. Mt 22,23-33). Zapytali Go o zmartwychwstanie umarłych, w które sami nie wierzyli. Podali przykład kobiety, która była po kolei poślubiła siedmiu mężów, każdego po śmierci poprzedniego (na podstawie tzw. Prawa lewiratu). Pytali o to, czyją będzie ona żoną po zmartwychwstaniu. Jezus wykazał absurd ich myślenia i poinformował, że rzeczywistość życia po tamtej stronie będzie zupełnie inna niż tu na ziemi. Uzasadniając prawdę o zmartwychwstaniu, przywołał cytat z Księgi Wyjścia (a to przecież fragment Pięcioksięgu, w który saduceusze wierzyli jako w jedyny natchniony tekst): „Ja jestem Bogiem Abrahama, Izaaka i Jakuba” i dodał od siebie: „Bóg nie jest Bogiem umarłych, lecz żywych!”. Skoro zawarł przymierze z patriarchami, to znaczy, że trwają Jego obietnice nawet po ich fizycznej śmierci. Słowa Boga nie są wypowiedziane w czasie przeszłym („Ja byłem, Bogiem Abrahama…), lecz teraźniejszym („Ja jestem Bogiem Abrahama…)”. Bóg, jako Pan życia i śmierci, daje ludzkości możliwość powstania z martwych.

W kolejnym fragmencie (Mt 22,34-40) znów czytamy o podstępie faryzeuszy, choć nie wiadomo, na czym miała polegać podchwytliwość ich pytania, które zadał pewien uczony w Prawie. A zapytał Jezusa o największe przykazanie. W odpowiedzi usłyszał dobrze znany Żydom i często przez nich powtarzany fragment z wyznania „Szema Izrael”. Jest to przykazanie miłości Boga, drugim najważniejszym przykazaniem pozostaje miłość bliźniego i samego siebie. Oto podstawa „Prawa i Proroków”, czyli streszczenie całego Pisma Świętego.

Pismo to zapowiada wyraźnie nadejście Mesjasza, pochodzącego z rodu Dawida, ale nazywanego przez króla mianem „Pana”. Znawcy tekstów świętych powinni przemyśleć te słowa, recytując Psalm 110, który pojawia się w ostatniej analizowanej na katechezie perykopie, zatytułowanej w Biblii Tysiąclecia „Mesjasz Synem Bożym” (Mt 22,41-46).

 


 

Katecheza 7 kwietnia 2016

Pierwszym analizowanym tekstem był fragment z Mt 19,16-22, czyli rozmowa człowieka (jak się później okaże bogatego młodzieńca) z Jezusem. Pytał się on Nauczyciela (bo tak się do Niego zwrócił) o to, co ma dobrego robić, aby osiągnąć życie wieczne. Pan odpowiedział mu, że powinien wypełniać Boże prawa i wymienił kilka przykazań z Dekalogu oraz dodał do nich przykazanie miłości, które stanowi podsumowanie wszystkich innych. Młodzieniec otrzymał szansę, by być doskonałym. Doskonałość, co do jakości, to mniej więcej tyle, co miłość, zaś co do ilości (czy intensywności) oznacza radykalizm. Rozmówca Zbawiciela powinien sprzedać cały swój majątek i rozdać ubogim, a następnie pójść za Jezusem. To było zbyt wiele, dlatego chłopak odszedł smutny.

Wymogi takiego radykalizmu spełniali uczniowie, dlatego Piotr w imieniu swoim i towarzyszy zapytał Mistrza, jakiej mogą spodziewać się za to rekompensaty (Mt 19,27-30). Usłyszał, że taką odpłatę otrzymają, ale dopiero w czasach eschatologicznych, czyli przy „odrodzeniu” (= zmartwychwstaniu), kiedy Syn Człowieczy (= triumfujący Chrystus) zasiądzie na tronie Bożym jako Sędzia. Oni, apostołowie, będą siedzieć obok Niego jako współsędziowie Izraela. Całość Pan kończy logionem: „wielu zaś pierwszych będzie ostatnimi, a ostatnich pierwszymi” (w. 30).

Pomiędzy oboma wskazanymi wyżej fragmentami znajduje się jeszcze wypowiedź Jezusa o tym, że trudno jest wejść człowiekowi bogatemu do królestwa niebieskiego (Mt 19, 23-26), a obrazowo ujmując, Pan stwierdził, że łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne. Niektórzy bibliści próbują złagodzić te surowe słowa, stwierdzając, że nie chodzi tu o słowo „wielbłąd” (gr. kamelon), ale o „sznur” (gr. kamilon), a to już wyrażałoby trudność, ale nie sytuację nierealną. Inni jeszcze wskazują, że terminem „ucho igielne” określano bramę miejską, wąską i niską, przez którą człowiek mógł swobodnie przejść,  a wielbłąd z wielkim trudem. Konkluduje Chrystus swój wywód stwierdzeniem, iż zbawienie jest darem Boga i może je osiągną człowiek tylko dzięki Bogu. Innej możliwości nie ma.

 

 


 

Michał Archanioł według Biblii

Peregrynacja figury św. Michała Archanioła, kopii posągu z sanktuarium we włoskim Gargano (na Monte Sant’Angelo) w naszej parafii i w dekanacie, jest dobrą okazją, aby przyjrzeć się, jakie informacje o św. Michale przekazuje nam Biblia.

Archanioł Michał pojawia się w trzech księgach Pisma Świętego. Najpierw jest to starotestamentalna Księga Daniela. Autor przywołuje wypowiedzi anioła interpretatora, który wyjaśnia prorokowi różne fakty, m.in. i taki: „Lecz książę królestwa Persów sprzeciwiał mi się przez dwadzieścia jeden dni. Wtedy przybył mi z pomocą Michał, jeden z pierwszych książąt. Pozostawiłem go tam przy królach Persów” (Dn 10,13). Owym „księciem królestwa Persów” jest anioł opiekujący się imperium. Nie znamy przyczyny konfliktu obu istot niebieskich, ale wiemy, że zakończyła go interwencja Michała, „jednego z pierwszych książąt”. Imię Michał pochodzi z języka hebrajskiego (Michael) i oznacza „kto [jest] jak Bóg”. Jest to jedno z dwóch imion aniołów znanych nam z Biblii (drugie to Gabriel). Wysoką godność Michała („jeden z pierwszych książąt”) podkreślona została również kilka wierszy dalej: „Nikt zaś nie może mi skutecznie pomóc przeciw nim z wyjątkiem waszego księcia Michała” (Dn 10,21). Zaimek dzierżawczy „wasz” odnosi się do narodu wybranego. Michał zatem jawi się jako opiekun Izraela. Wyższa od tej godność w odniesieniu do ludu przynależy samemu Bogu. Ostatnia wzmianka w Księdze Daniela (i zarazem w Starym Testamencie) to opis wielkiej bitwy, jaka rozegrać się ma na końcu świata: „W owych czasach wystąpi Michał, wielki książę, który jest opiekunem dzieci twojego narodu. Wtedy nastąpi okres ucisku, jakiego nie było, odkąd narody powstały, aż do chwili obecnej. W tym czasie naród twój dostąpi zbawienia (...)” (Dn 12,1). We wspomnianej batalii „wielki książę” Michał ukazany jest znowu jako opiekun Izraelitów. W walce sił dobra z siłami zła wstawi się skutecznie za swymi podopiecznymi. „Czas ucisku” stanie się początkiem zwycięstwa Boga, któremu archanioł wiernie służy, nad złem.

Do tej eschatologicznej wojny nawiąże potem św. Jan w Apokalipsie. Ukaże w niej Michała (po grecku Michael) już nie tylko jako protektora historycznego Izraela, ale przede wszystkim jako opiekuna nowego narodu wybranego, czyli Kościoła. W przekazie Janowym Kościół symbolizuje postać obleczonej w słońce i ukoronowanej gwiazdami Niewiasty, rodzącej Syna i uciekającej przed diabłem. I wtedy właśnie  „nastąpiła walka na niebie: Michał i jego aniołowie mieli walczyć ze Smokiem. I wystąpił do walki Smok i jego aniołowie” (Ap 12,7). Po jednej stronie stanął Michał wraz z podległymi sobie aniołami, aby w imieniu Boga reprezentować siły dobra, po drugiej zaś szatan (symbolizowany przez postać Smoka) i jego aniołowie, czyli demony, stanowiące siły zła. Finał tego ostatecznego starcia, które będzie miało miejsce na niebie, będzie zwycięstwem Stwórcy. Wielka w tym zasługa niebieskiego Wojownika, archanioła Michała, który - ze względu na przywołane wyżej teksty - ukazywany jest w ikonografii jako żołnierz trzymający w dłoni miecz i depczący złego ducha.

Na koniec jeszcze jedna (i zarazem ostatnia) wzmianka o św. Michale obecna na kartach Biblii. W Liście św. Judy czytamy: „Gdy zaś archanioł Michał tocząc rozprawę z diabłem spierał się o ciało Mojżesza, nie odważył się rzucić wyroku bluźnierczego, ale powiedział: «Pan niech cię skarci!»” (Jud 1,9). Mamy tu wyraźne nawiązanie do pozabiblijnej księgi (czyli apokryfu) pt. „Wniebowzięcie Mojżesza”. Nie wnikając w jej treść, warto zauważyć znaną już nam dobrze opozycję: Michał nazwany tu wprost „archaniołem” toczy spór z diabłem o ciało zmarłego Mojżesza. Przeciwnik oskarżał fałszywie wielkiego bohatera Izraela o nieprawdziwe występki. Michał jednak nie zdobył się na ukaranie oszczercy, gdyż osąd i kara należy tylko do Boga. On jedynie zgromił szatana.

ks. Wojciech Kardyś

 


 

Katecheza 3 marca 2016 r.

Przedmiotem analizy była pierwsza połowa rozdz. 19 Ewangelii według św. Mateusza. Po zakończeniu kolejnej wielkiej mowy Jezus postanowił opuścić Galileę i udać się do Judei (centralnego regionu, ze stolicą w Jerozolimie). Po drodze uzdrawiał chorych (por. Mt 19,1-2).

Międzyczasie przystąpili do Niego faryzeusze, aby zadać mu pytanie, wystawiając Go na próbę (użyty tu czasownik oznacza także „kusić”) (Mt 19,3-9). Zapytali, czy Żydowi wolno oddalić żonę. W odpowiedzi Pan powołał się na słowa z Księgi Rodzaju, w których podkreślił jedność związku mężczyzny i kobiety oraz jego nierozerwalność. Przeciwnicy pytali dalej o to, dlaczego Mojżesz przykazał napisać list rozwodowy (w razie potrzeby) i usłyszeli, że Mojżesz wcale nie „przykazał”, ale „pozwolił” (a to jest znacząca różnica) na taki akt z powodu zatwardziałości serc Izraelitów. Raz jeszcze Pan potwierdził nierozerwalność małżeństwa, a każdy kolejny związek po rozwodzie uznał za cudzołóstwo. Jedynym wyjątkiem jest „nierząd” (w razie jego wystąpienia małżonkowie mogą rozejść się, ale nie na zasadzie rozwodu, lecz separacji).

W nawiązaniu do niełatwych słów Mistrza uczniowie zaczęli wyrażać wątpliwości do sensu ożenku (Mt 19,10-12). Nauczyciel przyznał, że nie wszyscy są w stanie przyjąć Jego słowa na ten temat i je zaakceptować. Pokazał trzy kategorie ludzi „niezdatnych do małżeństwa” (dosł. „eunuchów”, bo taki termin pojawia się w tekście greckim). Są to: (1) mężczyźni z wrodzonymi wadami fizycznymi uniemożliwiającymi im ożenek i zrodzenie potomstwa; (2) kastraci i (3) mężczyźni dobrowolnie zrzekający się małżeństwa (choć do niego zdolni) ze względu na królestwo niebieskie.

Ostatni fragment analizowany w trakcie katechezy to błogosławienie dzieci przez Jezusa (Mt 19,13-15). Matki przynosiły swe maleństwa do Chrystusa, ale uczniowie je powstrzymywali. Zganił ich sam Jezus, uzasadniając dostęp maleństw do Niego słowami: „do takich bowiem należy królestwo niebieskie”. Po raz kolejny dzieci zostały pokazane jako przykład i metaforyczny wzór do naśladowania dla wszystkich uczniów Pana.

 


 

Katecheza 19 listopada 2015 r.

Głównym tematem wykładu była scena Przemienienia (Mt 17,1-8). Jezus wziął ze sobą trzech wybranych uczniów (Piotra oraz braci Jakuba i Jana) „na górę wysoką, osobno” (w. 1). Tradycja utożsamia to wzniesienie z górą Tabor, jednak ta góra ani nie jest zbyt wysoka, ani usytuowana w oddali od ludzi (u jej zboczy znajdowały się żydowskie osiedla, a poza tym stacjonowały na niej wojska rzymskie). Z tych też powodów niektórzy bibliści wskazują na górę Hermon jako bardziej prawdopodobną lokalizację. Jezus przemienił się wobec uczniów, tzn. Jego twarz zajaśniała jak słońce, a szaty stały się białe jak światło. To jest: (1) typowy wygląd istoty nadprzyrodzonej objawiającej się śmiertelnikom; (2) ukazanie Jezusa przypominające Mojżesza, który po spotkaniu z Bogiem (gdy wracał z innej ważnej góry - Synaj) miał lśniące oblicze; (3) podkreślenie boskiej natury Chrystusa. Zbawicielowi towarzyszyli Eliasz i Mojżesz - dwie postacie kojarzone przez Izraelitów z czasami eschatologicznymi. Obaj również reprezentują objawienie starotestamentalne, na które Pan często się powoływał (Mojżesz - Prawo, Eliasz - Prorocy). Teofanię dopełnił obłok oraz głos Ojca, który wskazał na Jezusa jako na swego „Syna umiłowanego” i nakazał ludziom posłuszeństwo względem Niego (w. 5). Reakcją uczniów było przerażenie i padnięcie na twarz na znak najwyższego szacunku względem objawiającego się Boga. Wcześniej Piotr zaproponował Mistrzowi, że ustawi trzy namioty (dla Nauczyciela i Jego dwóch towarzyszy). Niektórzy egzegeci niepotrzebnie doszukują się jakiegoś głębszego znaczenia tej propozycji, nie ma bowiem takiej potrzeby, gdyż Piotr po prostu „zgłupiał” i nie rozumiał do końca wymowy wydarzenia, którego stał się świadkiem. Działał jednak w dobrzej wierze.

Kiedy zniknął obłok oraz odeszli Mojżesz i Eliasz, pozostał tylko Jezus - Nauczyciel, którego dobrze znali, i się Go nie bali. Schodząc z góry (Mt 17,9-13), Chrystus nakazał im milczenie aż do czasu zmartwychwstania. Nie chciał bowiem, aby Izraelici kojarzyli Mesjasza (nazwanego „Synem Człowieczym”; w. 9) tylko z niebieskim i boskim Triumfatorem, bo mogliby nie zrozumieć, że jest On jednocześnie cierpiącym Sługą Jahwe. Pan odpowiedział również na pytanie apostołów dotyczące Eliasza i Jego przyjścia jako poprzednika Mesjasza. Zbawiciel wyjaśnił, że z jednej strony owszem Eliasz przyjdzie i naprawi wszystko, co złe (w. 11), a z drugiej już przyszedł - w osobie Jana Chrzciciela (próbował on naprawić zło, wzywając ludzi do nawrócenia). Czy zatem mamy dwóch „Eliaszy”: (1) prawdziwego, historycznego, który dopiero pojawi się przy końcu świata, gdy Jezus powróci w chwale oraz (2)Eliasza reprezentowanego przez Jana? Na to pytanie nie zdołaliśmy odpowiedzieć, gdyż pozostaje ono ciągle dla egzegetów przedmiotem badań i źródłem różnych hipotez.

 

 


 

Katecheza 4 listopada 2015 r.

Po wyznaniu Piotra i pochwale, jaką apostoł usłyszał od Jezusa, Zbawiciel postanowił wyjaśnić jemu (oraz pozostałym uczniom), jaki czeka Go los (por. Mt 16,21-23). Zaczął im „wskazywać” (a nie tylko informować), gdyż słowem i czynem chciał obwieścić, że musi (zgodnie z Bożym planem) udać się do Jerozolimy, gdzie wiele wycierpi (wskutek działania trzech grup przeciwników: starszych, arcykapłanów i uczonych w Piśmie), zostanie zabity i trzeciego dnia zmartwychwstanie. Uczniowie nie mogli tego pojąć. Piotr (być może zachęcony swym pierwszeństwem wobec innych) wziął  Nauczyciela na bok i zaczął Go pouczać. Ten wykonany w dobrej wierze czyn nie był jednak stosowny. Być może apostoł miał przed oczyma wizję Mesjasza jako zwycięskiego Króla (jak też postrzegali Go jego rodacy), widział Jego sukcesy i nie mógł się zgodzić z tragiczny losem boskiego Triumfatora. Albo też po ludzku chciał uchronić ukochanego Mistrza przed cierpieniami. Wówczas usłyszał słowa surowej reprymendy: „Zejdź mi z oczu, szatanie!” (w. 23). Dlaczego Jezus nazwał ucznia „szatanem”? Oto kilka hipotez:

 

1. Chrystus nie zwracał się do Piotra, tylko do szatana.

2. Piotr był opętany przez szatana.

3. Piotr stał się mimowolnym narzędziem w ręku szatana (a ten już wcześniej chciał odciągnąć Mesjasza od Jego misji; por. scena kuszenia).

4. Słowo „szatan” zostało użyte w znaczeniu pospolitym (w języku hebrajskim oznacza ono „przeciwnika”), a nie jako nazwa własna („szatan” = „diabeł”).

 

Z powyższych propozycji trzecie rozwiązanie wydaje się najbardziej uzasadnione, tym bardziej, że po słowach reprymendy Piotr usłyszał, że nie myśli po Bożemu, lecz po ludzku. Poza tym uczeń otrzymał polecenie, by wrócić na właściwe miejsce, które samowolnie opuścił. Miał „iść za” Nauczycielem („Pójdź za Mną!”), a nie stawać przed Nim. To Mistrz poucza uczniów, nie na odwrót.

A jeśli chodzi o kryteria, jakie należy spełnić, by zostać uczniem Jezusa, On sam je przedstawia w kolejnym fragmencie (por. Mt 16,24-28). Należy: (1) zaprzeć się samego siebie (czyli być w pełni dyspozycyjnym wobec Mistrza, zerwawszy wszelkie [nawet dopuszczalne] więzy łączące go ze światem); (2) wziąć krzyż (narzędzie męki Jezusa i jednocześnie symbol prześladowania uczniów ze względu na Jezusa) oraz (3) naśladować Mistrza (czyli żyć tak jak On, głosić to, co On głosił i być gotowym na podobny los, jaki Jego spotkał). Może to się wiązać z utratą życia (tego ziemskiego, doczesnego), ale jednocześnie z zyskaniem innego życia (tego niebieskiego, wiecznego). Taką obietnicę składa swym uczniom Syn Człowieczy, który kiedyś przybędzie na w chwale, by osądzić ludzkość. Chrystus zapowiedział też, że niektórzy z apostołów jeszcze za życia ujrzą Jego chwałę. To stało się powodem lęku w pierwszych gminach chrześcijańskich (w obliczu odchodzenia pokolenia apostołów obawiano się rychłego końca świata) i wielu spekulacji. Stąd wypracowano kilka hipotez. Jezus mówił:

 

1. O Przemienieniu  (to kolejna scena w Ewangelii), podczas którego niektórzy uczniowie            (Piotr, Jakub i Jan) zobaczą Jego boski majestat.

2. O Zmartwychwstaniu (ono też ukaże Jego wielką moc).

3. O Paruzji (czyli powtórnym przyjściu Chrystusa przy końcu świata).

4. O Sukcesach rozwijającego się Kościoła.

5. O śmierci duchowej (a nie fizycznej) apostołów.

 

Jako najbardziej przekonującą przyjmujemy propozycję 2. i 3.


 

Katecheza 15 października 2015 r.

Faryzeuszom nie wystarczył cud, jakiego dokonał Jezus (rozmnożenie chleba), żądali od Niego kolejnego znaku (por. Mt 16,1-4). Zbawiciel odwołał się do przewidywania pogody dokonywanego na podstawie obserwacji przyrody. Tę umiejętność Izraelici (w tym faryzeusze) opanowali bardzo dobrze. Jednocześnie nie potrafią odczytać zdarzeń, których są świadkami, i nie umieją w Jezusie rozpoznać Mesjasza. Nic zatem dziwnego, że Pan nazwał ich „plemieniem przewortnym i wiarołomnym” (por. w. 4) oraz zapowiedział, że nie otrzymają innego znaku, oprócz „znaku Jonasza”

Do tematu uporu swych oponentów Jezus powrócił w rozmowie z uczniami podczas rejsu na drugą stronę Jeziora Genezaret (por. Mt 16,5-12). Przestrzegł ich przed „kwasem faryzeuszów i saduceuszów”. Jako że apostołowie zapomnieli zabrać ze sobą chleba, myśleli, że Mistrz ma do nich pretensję właśnie o to (wszak kwasu potrzeba do pieczenia chleba). Wykazali podwójne niezrozumienie słów Nauczyciela: (1) nie wiedzieli, że mianem „kwasu” nazywa On szkodliwą naukę swych przeciwników (a ta może zepsuć całe dzieło królestwa Niebieskiego, tak jak kwas zakwasza całe ciasto); (2) martwili się o pożywienie, jak gdyby nie byli przed chwilą świadkami cudownego rozmnożenia bochenków. Znów to co przyziemne zdominowało ich serca. A przecież Jezus już wcześniej tłumaczył im, by nie martwili sie o to, co mają jeść (por. Mt  6,25n).

Ostatnim fragmentem analizowanym w ramach wykładu było wyznanie Piotra (por. Mt 16,13-20). Jezus wypytywał uczniów, za kogo Go uważają ludzie i otrzymał różne odpowiedzi (za Jana Chrzciciela, za Eliasza, za Jeremiasza lub za jeszcze innego proroka). Potem odwołał się do opinii samych apostołów. Piotr w ich imieniu, ale też z własnej inicjatywy wyrzekł: „Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego” (w. 16). W nagrodę usłyszał pochwalę Mistrza i ważną deklarację: „Ty jesteś Piotr [czyli Opoka] i na tej opoce zbuduję Kościół mój” (w. 18). Pan zmienił imię Szymona (bo tak miał ów apostoł na imię) na Piotr. Mamy tutaj grę słów: greckie słowo „petra” oznacza „skałę”, „opokę”, a imię „Petros” to jej odpowiednik w rodzaju męskim. Odtąd Piotr stać ma się skałą, kamieniem, na którym Pan chce zbudować swój Kościół. A Kościoła tego nigdy nie pokonają moce piekła. Nadto Piotr (i domyślnie jego następcy) otrzymał szerokie prerogatywy od Zbawiciela, w myśl których decyzje podjęte przez niego będą zatwierdzone przez samego Boga. Wszystko to działo się w Cezarei (Filipowej, dla odróżnienia innej Cezarei, położonej nad Morzem Śródziemnym). Na koniec Nauczyciel nakazał swym uczniom zachowanie tajemnicy co do swej tożsamości.


 


 

Katecheza 3 września 2015 r.

Pierwszy fragment, który analizowaliśmy (a było to cudowne rozmnożenie chleba; Mt 14,13-21), rozpoczyna się od wzmianki o tym, że Jezus (usłyszawszy o śmierci Jana Chrzciciela), oddalił się. Nie uciekał przed niebezpieczeństwem śmierci, lecz szukał miejsca, żeby w spokoju się pomodlić. Tłumy jednak znalazły Go i szły za Nim, a On uzdrawiał ich chorych. Wszystko działo sie na pustkowiu, a dosłownie, idąc  za tekstem oryginalnym, na pustyni. Mateusz przesadza z taką lokalizacją, gdyż: (1) wokół Jeziora Galilejskiego nie ma pustyni; (2) możliwość zakupu żywności w sklepach sugeruje bliskość jakichś miejscowości; (3) ludzi mieli usiąść na trawie (a na pustyni trawa nie rośnie). Dlaczego zatem ewangelista upiera się, że była to jednak pustynia? Chce podkreślić dwie kwestie: (1) nawiązuje do wędrówki Izraelitów przez pustynię do pokarmu (manny), jakim Bóg ich karmił (teraz Jezus karmi cudownie ich potomków); (2) pustynia była dla narodu wybranego symbolicznym początkiem wspólnoty (podobnie teraz kształtuje się nowy lud). Uczniowie nakazywali Nauczycielowi (!!!), aby wskutek wieczornej pory rozesłał ludzi. On jednak zrobił inaczej: mając do dyspozycji 5 chlebów i 2 ryby nakarmił cudownie 5000 mężczyzn (nie licząc kobiet i dzieci).  Ułomki zebrano w 12 koszy, tak by niczego nie zmarnotrawić. Czynności, jakie wykonywał Jezus („wziął” bochenki, „spojrzał w niebo”, „pobłogosławił”, „łamał”, „dawał” uczniom, a uczniowie tłumom) przypominają Ostatnią Wieczerzę. Rozmnożenie chleba jest zatem zapowiedzią ustanowienia Eucharystii.

Druga perykopa (Mt 14,22-33) rozpoczyna się  od polecenia, by uczniowie przepłynęli sami Jezioro Genezaret, a Jezus chciał w tym czasie rozesłać tłumy i się pomodlić.  Pierwszy raz dowiadujemy się o Jego modlitwie: jej miejscem był góra (ona z natury zbliża do Boga), porą wieczór (nocne ciemności rozjaśnia światłość Pana). Jezus modlił się na osobności (rola osobistej modlitwy!). Tymczasem uczniowie walczyli  z potężną burzą, znajdując się w łodzi wiele stadiów od brzegu (jeden „stadion” to prawie 200 m). Przestraszyli się najpierw tragicznej i nieuchronnej śmierci, potem tajemniczej zjawy, którą ujrzeli. Okazało się, że to sam Jezus zmierzał ku nim, krocząc po jeziorze. Uspokoił ich i dodał: „Ja jestem”. Z jednej strony podkreślił swą tożsamość, z drugiej nawiązał do sceny, gdy Bóg (Jahwe) objawił Mojżeszowi swe imię: „Jestem, który Jestem” (w skróconej formie „Jestem” ) (por. Wj 3,14). Nie mieli już żadnych wątpliwości, dlatego wyznali później bóstwo Jezusa, mówiąc: „Prawdziwie jesteś Synem Bożym” (w. 33). Wcześniej jednak Piotr uzyskał pozwolenie od Mistrza, aby iść ku Niemu po wodzie. Uwierzył, że Pan go uzdolni do tego (dlatego wykazał się wiarą),ale za chwilę zaczął tonąć (wiara okazała się za słaba). Kiedy spoglądał na Jezusa, nic mu nie groziło, gdy skierował swe oczy na  świat (na wysokie fale), przestraszył się. Jezus jednak go uratował, po czym uspokoił wicher.

 


 

Katecheza 18 czerwca 2015 r.

 

W kolejnej przypowieści (Mt 13,47-51) królestwo niebieskie zostało porównane do sieci zagarniającej wszelkie gatunki ryb. Po połowie rybacy wyciągają ją na brzeg, po czym następuje sortowanie ryb i ich podział na dobre i złe (czyli niejadalne bądź, według Prawa, nieczyste). Pierwsze zbierane są do naczynia, drugie wrzucane do rozpalonego pieca. Połów obrazuje działalność Kościoła (w doczesności), a segregowanie ryb oznacza Boży sąd (w czasach ostatecznych) oraz towarzyszącą mu nagrodę i karę (zbawienie lub potępienie).

Jezus zapytał uczniów o to, czy rozumieją Jego słowa (Mt 13,5-52), a upewniwszy się, że tak jest, przywołał obraz ojca rodziny wyjmującego ze skarbca „rzeczy nowe i stare” (w. 52). W analogiczny sposób powinien postępować chrześcijański uczony w Piśmie, wykorzystując umiejętnie przekaz Starego Testamentu oraz nauczanie Jezusa (zawarte potem w Nowym Testamencie).

Po zakończeniu mowy (trzeciej już z kolei w ramach Ewangelii według św. Mateusza) Jezus udał sie do swego rodzinnego miasta (do Nazaretu) (Mt 13,53-58). Spotkał się tam ze sceptycyzmem ze strony swoich rodaków, którzy, znając Go od dzieciństwa, wątpili w Jego nadprzyrodzone działanie i pochodzenie. Wówczas Pan wypowiedział gorzkie słowa: „Tylko w  swojej ojczyźnie (...) może być prorok lekceważony” (w. 58).

Czternasty rozdział Ewangelii Mateuszowej rozpoczyna się od przywołania króla (a de facto „tetrarchy”) Heroda (Antypasa), syna Heroda Wielkiego. Usłyszawszy o dokonaniach Jezusa, władca myślał, że jest to przywrócony do życia Jan Chrzciciel. Wcześniej król kazał zabić proroka, co przy tej okazji ewangelista przywołuje (Mt 14,1-12). Jan Chrzciciel wypominał Herodowi cudzołóstwo (oddaliwszy prawowitą małżonkę, król związał się z żoną swego brata Filipa). Herodiada (bo tak miała ona na imię) wraz z córką (Salome) wykorzystała lekkomyślność władcy, aby podczas urodzinowej uczty zażądać od niego natychmiastowej śmierci znienawidzonego proroka. Po egzekucji przyniesiono na misie głowę Jana - męczennika straconego z powodu obrony Bożego prawa. Jego uczniowie, pochowawszy ciało nauczyciela, udali się do Jezusa, aby Go o wszystkim poinformować.

 

 


 

 

Katecheza 11 czerwca 2015 r.

Po analizie przypowieści o siewcy (podczas poprzedniej katechezy; por. Mt 13,1-9) zapoznaliśmy się z tekstem wyjaśniającym, dlaczego Jezus wypowiada się w takiej, a nie innej formie (Mt 13,10-16). Zapytany o to przez uczniów, Nauczyciel wskazał najpierw na wielki przywilej apostołów, którym „dano poznać tajemnice królestwa niebieskiego” (w. 11) w przeciwieństwie do innych Izraelitów. Następnie przywołał cytat z proroka Izajasza, w którym w zatwardziałości serc słuchaczy widział przyczynę niezrozumienia przez nich Jego słów. Uczniów nazwał szczęśliwymi, gdyż mogli oglądać to i słuchać tego, co było marzeniem wielu wcześniejszych pokoleń.

Zgodnie  zapowiedzią Jezus przystąpił do wyjaśniania sensu przypowieści o siewcy (Mt 13,18-22). Czterem typom gleby, na jaką padło ziarno, odpowiadają: (1) słuchacz nierozumiejący słowa, do którego przychodzi Zły (= diabeł) i je porywa; (2) słuchacz przyjmujący słowo ze „słomianym zapałem” i z radością, jednocześnie niestały, tracący je w wyniku prześladowań; (3) słuchacz nieowocujący z powodu doczesnych trosk i przywiązania do bogactw; (4) słuchacz rozumiejący słowo i przynoszący obfity plon.

Kolejna przypowieść (o chwaście) (Mt 13,24-30) również nawiązuje do pracy rolnika. tym razem mowa jest o człowieku siejącym pszenicę i o jego nieprzyjacielowi zasiewającemu na tym samym polu w ukryciu chwast. Właściciel pozwala obu roślinom wzrastać aż do czasu żniw. W wyjaśnieniu przypowieści (Mt 13,36-43) Jezus przypisuje dobre działanie Synowi Człowieczemu, a złe „nieprzyjacielowi” (= diabłu). Żniwa obrazują koniec świata, podczas którego nastąpi zapłata (zebranie pszenicy do spichlerza = wejście sprawiedliwych do królestwa Bożego) i kara (spalenie chwastu = potępienie złoczyńców).

Przypowieść o ziarnku gorczycy i o zaczynie (Mt 13,31-34) pokazuje początkową niepozorność królestwa Bożego i potem jego olśniewający finał. Z małego ziarnka jarzyny wyrośnie duży krzew, w którym ptaki będą zakładać gniazda. Z kolei niewielka ilość zaczynu zdoła zakwasić całe ciasto. Widać tu dynamikę rozwoju królestwa.

Kolejny fragment to przypowieść o skarbie i perle (Mt 13,44-46). Z nie do końca uczciwym pracownikiem rolnym (który znalazłszy skarb w ziemi, sprzedał cały swój majątek, by te ziemię wraz ze znaleziskiem legalnie przejąć) zestawiony jest nieracjonalny kupiec (który podobnie postąpił, natknąwszy się na bardzo cenną perłę). Jak widać, królestwo Boże wymaga radykalizmu i całożyciowego zaangażowania człowieka, który je odkryje.

 


 


 

Katecheza 21 maja 2015 r.

W pierwszym fragmencie, który analizowaliśmy (Mt 12,43-45), ewangelista przywołuje słowa Jezusa o człowieku uwolnionym od działania demona. Duch nieczysty przebywał w opętanym jak w mieszkaniu. A kiedy z niego został wypędzony (przez egzorcyzmy), błąkał się po pustyni i po jakimś czasie postanowił wraz z innymi demonami powrócić do poprzedniego mieszkania. Ono międzyczasie zostało posprzątane i ozdobione. Ostatnie zdanie (w. 45) wskazuje, że Jezus traktuje tę wypowiedź jako podsumowanie (i jednocześnie przestrogę) wcześniejszych fragmentów.

Relacja o przybyciu Matki Jezusa i Jego braci (czyli krewnych, kuzynów) (por. Mt 12,46-50) służy Panu do wyrażenia ważnej prawdy: każdy z nas może stać się bratem, siostrą i matką Jezusa. Jest tylko jeden warunek: należy pełnić wolę Boga.

Rozdział 13 stanowi trzecią z pięciu wielkich mów Jezusa obecnych na kartach Ewangelii Mateuszowej. Zawiera ona przypowieści. Przypowieść (parabola) to typowo Jezusowa forma wypowiedzi, niemająca swych ścisłych odpowiedników w żadnym innym miejscu w Biblii. Nauczyciel, chcąc wyjaśnić ważne i trudne prawdy dotyczące Boga, Królestwa niebieskiego, życia wiecznego itp. posługiwał się przypowieściami. Za pomocą obrazów znanych słuchaczom z codziennego życia opisywał rzeczywistość nadprzyrodzoną. Każda zatem przypowieść ma dwa wymiary: materialny i duchowy.

Lekturę trzeciej mowy Jezusa rozpoczęliśmy od przypowieści o siewcy (Mt 13,1-9). Rolnik (czyli sam Jezus, a potem Kościół nauczający) sieje (= głoszenie Ewangelii) ziarno (= Słowo Boże) na różne typy gleby (= ludzkie serca i umysły). Ziarno rzucone na drogę (wydziobane przez ptaki), na grunt skalisty (niezakorzenione) i między ciernie (przytłumione przez nie) nie przyniosło owocu. Dopiero czwarty grunt, czyli żyzna ziemia, to właściwe podłoże, na którym wzrosło zboże, przynoszące w kłosach obfity (wręcz przesadny w swej liczbie) plon.

 



Katecheza 7 maja 2015 r.

Teksty, które były przedmiotem naszej refleksji, oscylują wokół sprzeciwu faryzeuszy i uczonych w Piśmie względem Jezusa. Najpierw zarzucają Mu oni, że działa mocą Belzebuba (czyli władcy złych duchów, szatana), dokonując egzorcyzmu (por. Mt 12,22-30). Chrystus podaje im kilka kontrargumentów:

1. Jezus musiałby zawrzeć umowę z szatanem, że ten Mu pomoże w działaniu przeciwko swemu własnemu królestwu. A to jest nie możliwe, bo oznaczałoby upadek królestwa szatańskiego.

2. Egzorcyzmów dokonywali również Izraelici („wasi synowie”; w. 27). Ich natura i skutek był podobny do egzorcyzmów Jezusowych, nie jest zatem możliwe, aby przyczyna sukcesu tkwiła w przeciwstawnych siłach (moc Boża w pierwszym przypadku i moc Belzebuba w drugim).

3. Pokonanie „mocarza” (szatana) dokonujące się wskutek ataku „mocniejszego” (Jezus), „związanie” go (egzorcyzmy) i „ograbienie” (uwolnienie opętanego człowieka) może być tylko działaniem Boga.

Jezus nie przekonał swych przeciwników. Byli tak zatwardziali i zamknięci na prawdę, że musiał użyć mocnych słów: o grzechu przeciw Duchowi (Świętemu) i grzechu przeciw Synowi Człowieczemu (por. Mt 12,31-37). O ile ten drugi (dotyczący osoby Jezusa jako człowieka) może być odpuszczony, o tyle ten pierwszy nie. Jezus wyrzuca demony mocą samego Ducha Bożego (którego otrzymał na chrzcie w Jordanie), a oni wmawiają Mu działanie szatańskie (diametralnie przeciwne). Przeciwników nie przekonały nawet Jezusowe przykłady (drzewo rozpoznawane po owocach i skarbiec po rzeczach zeń wydobytych), dalej pozostali nieugięci.

Uczeni w Piśmie i faryzeusza żądali od Jezusa znaku uwiarygodniającego Jego działalność (por. Mt 12,38-42), choć dotąd uczynił ich już wiele. On im zapowiedział, że jedynym znakiem, jaki otrzymają, będzie „znak Jonasza”. Ten starotestamentalny prorok głoszeniem swym przyczynił się do nawrócenia grzesznych mieszkańców Niniwy (Jezus głosił nawrócenie Izraelitom), a wcześniej został przez Boga cudownie uratowany (przebywał 3 dni i 3 noce we wnętrzu wielkiej ryby, jak Jezus pozostanie przez 3 dni w otchłani śmierci, by potem zmartwychwstać). „Plemię żmijowe” za swą zatwardziałość i upór zostanie surowo osądzone przez Boga, a jego oskarżycielami będą nawróceni Niniwici i królowa z południa, czyli poganie otwarci na Boże nauczanie (por. ww. 41-42).

 

 


 

Katecheza 16 kwietnia 2015 r.

Analizowane przez nas fragmenty w większości dotyczą coraz bardziej rodzącego się sprzeciwu faryzeuszy względem Jezusa. W Mt 12,1-8 przeciwnicy oskarżyli Jego uczniów, że ci w szabat zrywali i jedli ziarna zbóż. W ten sposób naruszyli święty dzień, w którym nie wolno było wykonywać żadnej pracy. Faryzeusze nie uznali głodu, jaki zmotywował apostołów, jako czynnika łagodzącego. Jezus, wyjaśniając im błędność myślenia, podał kilka argumentów:

1. Nawet wielki król Dawid i jego towarzysze spożywali zakazany pokarm (tzn. chleby pokładne, które jeść mogli tylko kapłani), przez co złamali Prawo. A jednak nikt im nie czynił wyrzutów.

2. Kapłani pracują intensywnie w świątyni w dzień szabatu, a przecież nie łamią go. Skoro służą Bogu w przybytku, to tym bardziej można usprawiedliwić uczniów, którzy służą Jezusowi, który jest czymś więcej niż świątynia.

3. Jezus jest „Panem szabatu”. Jako Syn Człowieczy dysponuje pełnią Bożej władzy i to od Niego zależy, czy coś jest złe czy nie.

Kontynuacją konfliktu jest uzdrowienie w dniu szabatu człowieka z uschłą (czyli niewładną) ręką (por. Mt 12,9-14). I tutaj Jezus tłumaczy oburzonym faryzeuszom, że skoro zwierzę, które wpadło w dniu szabatu do studni, należy ratować, to tym bardziej trzeba ratować zdrowie i życie człowieka. Faryzeusze nie tylko nie dali sie przekonać, ale nadto postanowili Jezusa zgładzić. A On tymczasem (jak czytamy w kolejnym fragmencie - w Mt 12,15-21) wycofał się, aby nie zaogniać sytuacji, ale pozostawał aktywny jako uzdrowiciel. Uzdrowionym nakazał milczenie. Być może w ten sposób chciał, aby wypełniły się słowa proroka Izajasza zacytowane w Ewangelii: Wybrańca Bożego, umiłowanego przez Ojca i obdarzonego Duchem, cechować będzie delikatność, troskliwość, łagodność. „Trzciny zgniecionej nie złamie ani knota tlejącego nie dogasi” (Mt 12,20). A mimo to Jezus, Sługa Jahwe, zakończy swą misję zwycięstwem, tzn. objawi Bożą sprawiedliwość i swoje imię wszystkim narodom.



 

Katecheza 19 marca 2015 r.

W pierwszym fragmencie (Mt 11,16-19) usłyszeliśmy przypowieść Jezusa o dzieciach bawiących się na rynku. W swych zabawach próbowały one naśladować epizody z życia dorosłych, a więc radosne granie i tańce oraz smutne orszaki pogrzebowe. Pierwsza grupa dzieci czyniła wyrzut drugiej, że ta nie chce się bawić. Pod obrazem pierwszych dzieci kryje się Jezus i Jan Chrzciciel. Już nie o zabawę tu chodzi, ale o przyjęcie ich nauki. Druga grupa dzieci („to pokolenie”) to Izraelici niechcący postępować według ich wskazań i stawiający im zarzuty (por. ww. 18-19).

Następny fragment (Mt 11,20-24) to słowa „Biada!” wypowiedziane przez Jezusa miastom galilejskim, w których On nauczał i dokonywał cudów. W obliczu tak wielkiej łaski ich mieszkańcy powinni się nawrócić. Nie uczynili jednak tego. Jezus wymienia Korozain i Betsaidę, informując, że grzeszne miasta fenickie Tyr i Sydon na ich miejscu na pewno postąpiłyby inaczej. Najbardziej „oberwało się” Kafarnaum, które zestawione zostało ze starotestamentalną  Sodomą. Czas sądu będzie nieubłagany dla mieszkańców izraelskich miast.

W kolejnym fragmencie (Mt 11,15-30) Jezus wymienia dwie grupy ludzi: „mądrych i roztropnych” (uczeni w Piśmie, faryzeusze, elita narodu) i „prostaczków” (a lepiej: „małe dzieci”), czyli tych, którzy naprawdę poznali Boga. Kto widzi działającego Syna Bożego, dostrzega również i Ojca, który Go posłał. Relacje między Sobą a Ojcem Zbawiciel wyjaśnia w kolejnych wierszach (por. ww. 26-27), aby wreszcie wystosować zaproszenie dla wszystkich ludzi. Zachęca obciążonych ciężarami Prawa (narzuconym im przez faryzeuszy), aby przyszli do Niego. On sam („cichy i pokornego serca”) da im inne jarzmo (nawet bardziej radykalne przykazania), ale skoro od Niego je otrzymają, będzie to ciężar słodki i lekki (por. ww. 28-30).

 

 


 

 

Katecheza 5 marca 2015 r.

Na początku katechezy omówiliśmy zakończenie Mowy misyjnej Jezusa (Mt 10,4011,1). Jezus obiecał nagrodę tym wszystkim, którzy udzielą choćby najmniejszej pomocy („kubek świeżej wody”) Jego „prorokom”, „sprawiedliwym” i „najmniejszym”.  Po zakończeniu wskazań skierowanych do uczniów Pan udał się do miast Izraela, aby nauczać i głosić Ewangelię. Mateusz nie wspomina nic o cudach, ale dla niego słowa Jezusa są ważniejsze od czynów.

W kolejnym fragmencie (Mt 11,2-6) czytaliśmy o uczniach uwięzionego Jana Chrzciciela, którzy przyszli zapytać Jezusa: „Czy Ty jesteś Tym, który ma przyjść, czy też innego mamy oczekiwać?” (w. 3) (pytanie to nie oznacza wątpliwości Jana, który znał przecież Mesjasza, ale zadane zostało ze względu na uczniów, aby oni sami przekonali się co do Jego tożsamości). Jezus nie odpowiedział „tak” lub „Ja jestem”, ale odwołując się do ich percepcji (najpierw słuchu potem wzroku), przedstawił dzieła, jakich dokonuje, i przywołał starotestamentalne proroctwa (najczęściej z Księgi Izajasza) potwierdzające wypełnienie się na Nim obietnic mesjańskich (por. ww. 4-6).

A kiedy oni odeszli, Nauczyciel dał tłumom świadectwo o Janie (Mt 11,7-15). Przypomniał im, jak przychodzili nad rzekę Jordan, by spotkać się ze Chrzcicielem. Przybywali nie po to, aby zobaczyć „trzcinę kołyszącą się na wietrze” (bo Jan nie był słaby, chwiejny, podatny na zmieniające się okoliczności) ani „człowieka w miękkie szaty ubranego” (bo Jan, w przeciwieństwie do mieszkańców pałaców, prowadził życie ascetyczne i chodził w odzieniu z sierści wielbłądziej), ale po to, aby zobaczyć „proroka”, a nawet więcej niż proroka. Jan bowiem jest największym spośród ludzi (a ponadto zapowiadanym w Starym Testamencie Eliaszem, który miał przybyć w czasach mesjańskich). Ale jednocześnie nie da się porównać jego pochodzenia i zasług z bytowaniem mieszkańców „nieba”, gdyż „najmniejszy w królestwie niebieskim większy jest niż on” (w. 11).


 

Katecheza 19 lutego 2015 r.

Przedmiotem naszych analiz był fragment Mt 10,24-39, w którym Jezus daje wskazania swoim uczniom na czas prześladowań. Taki bowiem los, który Jego samego spotka, będzie udziałem także Jego naśladowców. Jezus pociesza ich, mówiąc: „Nie bójcie się ich” (tzn. oskarżycieli i prześladowców). Podaje kilka argumentów, uzasadniając te słowa:


  1. „Nie ma bowiem nic skrytego, co by nie miało być wyjawione, ani nic tajemnego, o czym by się nie miano dowiedzieć” (Mt 26; por. też w. 27): na sądzie Bożym przeciwnicy Ewangelii zostaną zdemaskowani i poniosą klęskę. Ale można się spodziewać, że również już tu ziemi przegrają (mimo ich wysiłków, Dobra Nowina i tak będzie głoszona na całym świecie).
  2. Prześladowcy mogą zabić ciało człowieka, ale nie są w stanie nic zrobić jego duszy. Należy zatem bać się nie ich, ale Boga, który „duszę i ciało może zatracić w piekle” (Mt 10,28).
  3. Bóg troszczy się o wszystkie swoje stworzenia, np. o wróble (najmniejsze z ptaków, które można było kupić za niewielką sumę pół asa), to tym bardziej zatroszczy się o prześladowanych głosicieli Jego  nauki (por. Mt. 10,29.31).
  4. Człowiek nie jest w stanie policzyć nawet własnych włosów, tym bardziej nie zdoła pojąć Boga i Jego wyroków (por. Mt 10,30), zwłaszcza wtedy, gdy w nie wpisane jest męczeństwo.
  5. Męczeństwo jest „przyznaniem się” do Jezusa, dlatego męczennika (do którego także przyzna się Jezus przed Ojcem) czeka nagroda w niebie (por. Mt 10, 32-33).

 

Prześladowanie jest spowodowane wymaganiami nauki Jezusa, który przyszedł przynieść światu nie pokój, lecz miecz (por. Mt 10,34) i podziały nawet w ramach wspólnoty rodzinnej (por. Mt 10,35-37). Kto jednak zawsze wybiera Jezusa, bierze swój krzyż i idzie za Nm, nie musi się obawiać, gdyż - pozornie utraciwszy życie (doczesne) - znajdzie i zyska prawdziwe życie, życie wieczne (por. Mt 10,37-39).